16 lutego 2012

Te małpy jedne!

Małpka ze "świątyni małp"
 w  Kathmandu
W Indiach i Nepalu małpy żyją na wolności. Spotyka się je na ulicach miast i miasteczek, podczas spacerów po lesie, a nawet na terenie świątyń. W Kathmandu słynną świątynię Swayambhunath nazywa się nawet „świątynią małp”, ponieważ jest ich tam całe mnóstwo. Przewodniki ostrzegają turystów przed nimi, co nie jest całkiem bezpodstawne.

Ja miałam trzy przygody z małpami. Wszystkie w Riszikesz nad Gangesem. Pewnego popołudnia kupiłam sobie od ulicznego sprzedawcy owoców sporą kiść bananów. Miałam ochotę od razu zjeść jednego, więc zaczęłam obierać go ze skórki. Nagle dookoła mnie zrobiło się wielkie zamieszanie. Jak spod ziemi pojawiło się kilka małp. Z wrzaskiem wyrwały mi z ręki torbę z bananami i w mgnieniu oka wszystko pożarły, po czym, tak nagle jak się pojawiły, zniknęły. Z baaardzo głupią miną stałam na środku ulicy wśród porozrzucanych skórek po bananach, a tubylcy zaśmiewali się ze mnie.
Innym razem krzątałam się po swoim pokoju w hotelu. Miałam otwarte drzwi na balkon. W pewnej chwili poczułam, ze coś się dzieje za moimi plecami. Odwróciłam się i... pomyślałam, że chyba śnię. Na stole siedziała małpa i wyjadała moje migdały i orzechy z miseczki. Na szczęście należała do tych nieśmiałych i gdy na nią tupnęłam, uciekła przez drzwi.

Małpa z Riszikesz

Trzecie spotkanie było trochę straszne i śmieszne zarazem. Wyprałam sobie kilka rzeczy i powiesiłam je na sznurku na balkonie. Wszystko przypięłam klamerkami, bo wiał silny wiatr. Weszłam do pokoju, zamknęłam balkonowe drzwi i zabrałam się za czytanie książki. W pewnym momencie podniosłam wzrok i przez okno zobaczyłam na moim balkonie kilka małp. Bałam się do nich wyjść, żeby je przegonić, bo już wiedziałam, jak bardzo mogą być agresywne. Nagle przypomniało mi się coś, co kiedyś czytałam; że zwierzęta najpierw straszą siebie nawzajem mimiką oraz głosem i dopiero gdy ten sposób okaże się niewystarczający, zaczynają walczyć. Pomyślałam: „A co mi tam! Spróbuję!” Przybrałam gniewny wyraz twarzy, otworzyłam szeroko oczy, z palców utworzyłam szpony i wydałam z siebie straszliwy krzyk „łaaa!!!” No i miałam szczęście, że stałam za szybą zamkniętego okna. Małpa z furią rzuciła się na mnie, czyli w tym wypadku na szybę. Ale gdyby doszło do starcia bezpośredniego, na pewno nie wyszłabym z niego bez szwanku. Wolę nawet nie myśleć, jak by to mogło się skończyć. Małpa nie była głupia i zrozumiała, że nic mi nie zrobi, ale... coś jednak uczynić mogła i chciała. Patrząc mi bezczelnie w oczy, zaczęła odpinać klamerki od mojego prania, po czym ściągnęła moje majtki i popędziła z nimi na dachy okolicznych domów. Oniemiałam z oburzenia: „Jak ona mogła!!!” Po tym wydarzeniu chodziłam jakiś czas po Riszikesz rozglądając się za małpą, która gania w polskich majtkach firmy „Atlantic”. No i całą sobą poczułam ekspresję wykrzyknienia „Ty małpo jedna!”
Małpia rodzinka z lasu
nad Mc Leod Ganj
W lesie pomiędzy Mc Leod Ganj (Dharamsala) a Dharamkot widywałam natomiast całe rodziny małp. Niemal tak liczne jak rodziny indyjskie. Tatusiowie zamieniali się w siedzące posągi na murkach, mamusie karmiły i czyściły swoje maleństwa, a starsza dzieciarnia szalała i rozrabiała bez umiaru. Tamtejsze małpy tłumnie okupowały śmietniki, wybierając z nich resztki pożywienia. Wyglądało na to, że uważają je za bar szybkiej obsługi. Moje spotkania z małpami z Mc Leod Ganj satysfakcjonująco zaspokajały głód egzotyki, jednak bez dostarczania komiczno-traumatycznych wrażeń.

Zabawa małpiej dzieciarni